<title_newspaper="Trybuna Robotnicza"> 
<title_article="Bylimy na zej drodze">
<author_1=Gwidon Gaj> 
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="4">
<date=1952-04-12>
<period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Mieczysawa Kozaka, modego tokarza Zakadw Mechanicznych poznaem niedawno w pokoju
organizacji ZMP-owskiej. niada, energiczna twarz, umiech, ktry zdawa si nigdy nie opuszcza tego wysokiego, rozronitego w ramionach chopca, budzi sympati. Rozmawialimy ze sob dugo. Opowiada chtnie o wszystkim. O tym, e nigdy by nie opuci swojej  tokarki, o kolegach z Domu Modego Robotnika, o tym jak si uczy w szkole przysposobienia przemysowego.
 Jestem teraz czeladnikiem, ale wiecie, chc zosta mistrzem. Tylko to nie takie atwe...  zaspi si.  No, jestem przodownikiem pracy i premi te ju dostaem dwa razy, ale  po chwili milczenia dokoczy jednym tchem  ale na to trzeba sobie zasuy, trzeba zdoby zaufanie...
Wyczuem, e chciaby jeszcze co powiedzie, tylko namyla si. Wreszcie, mnc w rku szkoln czapk, Mieczysaw Kozak zacz swoj opowie. 
 Byo to prawie rok temu. Dom Modego Grnika, w ktrym mieszkamy, oddalony jest jakie cztery kilometry od zakadu. Dojeda si zawsze autobusem. Wtedy, po pracy, nie chciao mi si tam wraca, bo i po co? Przyszede do pokoju, potykae si o porozrzucane pudeka papierosw, papiery... wietlica wiecia pustkami, adnych ksiek, o zespoach artystycznych to ju w ogle nie byo mowy. Tote kady wypenia wolny czas jak umia. Byli tacy koledzy, ktrzy starali si gdzie o ksiki, zorganizowali nawet kka samoksztaceniowe, tak jak Konieczny, Korczak, ya...
Poszedem tam nawet do nich jednego dnia, ale niedugo chodziem na samoksztacenie. Zaczem coraz czciej wybiera si na miasto. Zaczem pi. Niewiele czasu mino a znalazem sobie kompanw. Byo nas kilku takich bohaterw, ktrzy lekcewayli sobie wszystkich i wszystko, prac te. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
